Specjaliści
„Niegrzeczne dziecko”… czyli jakie? Refleksje psychologa
Słowo „niegrzeczne” jest krótkie, wygodne i… coraz mniej pasujące do naszych czasów. Bo co ono właściwie znaczy? Czy chodzi o dziecko, które krzyczy? Tupie nogą? Nie reaguje na polecenia? A czasami podnosi na nas rękę? A może o takie, które po prostu ma inny pomysł na życie niż dorośli w danej chwili? A może o to, że nie radzi sobie ze swoimi emocjami?
Czasem mam wrażenie, że „niegrzeczne” to taka szufladka, do której wrzucamy wszystkie zachowania, z którymi akurat nie wiemy, co zrobić.
A dzieci… no cóż, one zawsze wiedzą, czego chcą – to my często nie wiemy, co one próbują nam zakomunikować…
Co może oznaczać trudne zachowanie?
-
„Krzyczę!” – może znaczyć „jest mi za dużo”, „jestem zmęczony/a”, albo „nie potrafię jeszcze inaczej powiedzieć, czego potrzebuję”, „zauważ mnie”
-
„Tupię!” – czasem znaczy „chcę mieć wpływ”, „testuję twoje granice”
-
„Nie słyszę polecenia” – może znaczyć, że dziecko je słyszy, ale jego mózg w tym momencie ma ciekawszą misję niż nasza prośba, nie słyszę, to „nie muszę zrobić tego, co chcesz”, „wypróbowałem/łam i to działa”
To nie zawsze nieposłuszeństwo. Często zwykły rozwój. Czasem frustracja, a czasami większa trudność, która wymaga specjalistycznej pomocy. Zdarza się, że emocje po prostu wylewają się szybciej, niż dorosły zdąży pomyśleć: „oddychaj… spokojnie…”.
A my – rodzice?
Tu pojawiają się nasze pytania (i bardzo dobrze, że się pojawiają):
-
Czy „niegrzeczne” zachowania oznaczają, że sobie nie radzę?
-
Dlaczego moje metody i moich rodziców nie działają na moje dziecko?
-
Gdzie przebiega granica między normą a problemem?
-
Co moje dziecko chce mi powiedzieć, zachowując się w ten sposób?
Odpowiedź często brzmi: „To zależy”. Każda rodzina, każde dziecko, każdy rodzic to inna historia. Ale warto pamiętać, że trudne zachowanie to komunikat, a nie diagnoza. Dzieci nie chcą „robić nam na złość” – one chcą być zauważone, wysłuchane, zrozumiane, choć czasem wyrażają to w sposób, który wyprowadza nas z równowagi.
Pytania, które mogą pomóc rodzicowi zatrzymać się na chwilę
-
Co moje dziecko czuje, zanim zacznie „nie słuchać”?
-
Co ja czuję, kiedy ono zachowuje się tak intensywnie?
-
Czy moja prośba była dla dziecka jasna, możliwa do wykonania i… odpowiednia do wieku?
-
Czy w ostatnim czasie mieliśmy dużo stresu – nasza rodzina, dziecko lub ja?
-
Czy reaguję na zachowanie, czy na swoje zmęczenie?
-
Czy ta sytuacja się powtarza, a ja ciągle reaguję tak samo, bez efektu, żeby tylko jakoś zareagować i „wyjść z twarzą?”
-
Czy daję dziecku czas na przyswojenie polecenia, prośby ( jego układ nerwowy nie jest tak dojrzały jak nasz) np. „za chwilę koniec zabawy” lub „masz do wyboru…”
To pytania, które nie oceniają. Otwierają. Pomagają złapać oddech. Bez tej refleksji, można działać po omacku. To tak jakby klucz nie pasował do dziurki i użyto by wytrycha.
Jak zadbać o swoje emocje?
Bo prawda jest taka: rodzic po prostu nie jest robotem.
Może się zmęczyć. Może mieć gorszy dzień. Może nie mieć pomysłu. I to jest normalne.
Kilka rzeczy, o których warto pamiętać:
-
Nie obwiniaj się za każdą trudną reakcję – rodzicielstwo to nie test z odpowiedziami na końcu książki.
-
Unikaj porównań z innymi rodzicami – oni też czasem liczą do dziesięciu (albo do stu).
-
Złap dystans – czasem humor ratuje sytuację lepiej niż idealna strategia.
-
I najważniejsze: wychowaniu nigdy nie jesteś sama/sam. Nawet jeśli to Ty „trzymasz stery” i czujesz się za wszystko odpowiedzialna/y
Co zrobić w chwili zwątpienia?
-
Zatrzymać się, odejść na chwilę, oddychać… (reakcja nie musi być natychmiastowa, czasami odroczenie może pomóc nam i dziecku).
-
Usiąść obok dziecka choć na chwilę, zamiast stać nad nim.
-
Powiedzieć do siebie: „To jest trudny moment, nie trudne dziecko.”
-
A jeśli trzeba – poprosić drugiego rodzica lub drugą ważną osobę w życiu dziecka o zmianę wachty. Nawet kapitan robi przerwę.
Jak sprawić, żeby dom nie był codziennym polem walki?
Nie musi być idealny. Wystarczy, że będzie miejscem, gdzie można czuć emocje, mówić o nich i uczyć się razem radzić sobie z nimi (bo gdzie jak nie w domu?)
Dzieci dorastają, ich „tupanie” też. A to, co zostaje, to relacja.
I warto o nią dbać bardziej niż o natychmiastowe posłuszeństwo.
